Rozmowa przy kawie

Dziś dzielę się rozmową z moim znajomym, który zadał mi kilka pytań dotyczących chaosu, życia oraz powstawania mojej książki pt. Chaos – linia życia. Mam nadzieję, że ta rozmowa będzie ciekawym wprowadzeniem do jej tematyki i zachętą do sięgnięcia po lekturę.


W Twoich tekstach często powraca motyw teorii chaosu jako czegoś więcej niż matematycznej ciekawostki. Skąd to przekonanie, że mówi ona nam coś istotnego o człowieku?

Jesteśmy częścią tego świata, a nie odizolowanym układem zawieszonym w próżni. Dlatego jeśli cokolwiek odkrywamy, nawet najmniejsze zjawisko, to z dużym prawdopodobieństwem, a może nawet z pewnością, dotyczy również nas. Warto też zastanowić się, z jakiego punktu patrzymy i co chcemy zrozumieć. Mogą to być procesy, które kształtują nas jako rzeczywisty obiekt lub zbiór danych, którym poniekąd jesteśmy w kontekście psychologii.

Mówisz o tym, że człowiek jest „zbiorem danych” podlegającym własnej dynamice. Czy to nie odbiera nam podmiotowości?

Ta perspektywa stawia przed nami pytanie „Kim tak naprawdę jesteśmy?” To trudne pytanie i nie każdy jest w stanie się z nim zmierzyć. Ta niewiedza i brak pewności pozwalają lepiej rozumieć siebie. Na linii naszego życia ciągle uczymy się, które emocje i decyzje były słuszne, a które nie. Lepiej rozumiejąc ich źródło, możemy przemodelować nasz schemat myślenia. Dochodzimy do pytania, z czym identyfikujemy nasze „ja”. Jeśli dajemy sobie prawo do popełniania błędów, przestrzeń naszego „ja” staje się bardziej elastyczna. Nauka o chaosie uczy, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć, mimo to warto starać się, bo cena błędu czasem jest wysoka. Z drugiej strony – jakaś decyzja zawsze musi zostać podjęta, a czasem to właśnie błędne wybory uczą nas najwięcej.

W książce podkreślasz, że życie nie jest ani w pełni deterministyczne, ani całkowicie przypadkowe. Gdzie przebiega granica między tym, co możemy kontrolować, a tym, co musimy zaakceptować jako nieprzewidywalne?

Może właśnie rzecz w tym, że tej granicy nie ma. Nasz kierunek zawsze wyznacza zdobywanie jak największej wiedzy, aby precyzyjnie przewidywać przyszłość, co częściowo się udaje. Świadomość, że nie możemy wykluczyć niepewności z naszego życia, czyli mieć nad nim pełnej kontroli, może być właśnie tą „granicą”, którą należy zaakceptować.

Podam przykład: spotykasz w kawiarni dziewczynę, zaczynacie rozmawiać i wydaje się, że warto kontynuować znajomość. Możecie umówić się na kolejne spotkanie w ten sam dzień w przyszłym tygodniu. Jeśli jednak nie wymienicie się numerami telefonów, zdajecie się na los – wiele może się zdarzyć przez ten tydzień. Mając możliwość kontaktu, możecie podejść dynamicznie do sytuacji, choć to nie gwarantuje drugiego spotkania. W pierwszym przypadku procent niepewności jest znacznie większy, w wersji z telefonem drugie spotkanie jest prawie zdeterminowane.

Czy nadmierna potrzeba przewidywalności może być szkodliwa dla człowieka? A jeśli tak, to jak można odnaleźć równowagę między poczuciem kontroli a akceptacją niepewności?

To pierwsze pytanie pozostawiam psychologom i psychoterapeutom. Myślę, że każdy znajduje ten balans na swój sposób, często ucząc się na własnych błędach. „Nic ponad miarę” – jak mówili Grecy. Potrzebujemy zarówno poczucia kontroli, jak i akceptacji niepewności. Poleganie wyłącznie na kontroli bywa złudne i prowadzi do dezintegracji, gdy się o tym przekonujemy. Któż jednak jest w stanie w pełni zaakceptować nieprzewidywalność? Mamy przecież pragnienia i oczekiwania, od których zależy nasze szczęście. Ta niepewność, że się spełnią, wymaga nadziei – a wiadomo, jak to z nią bywa…

W książce często mówisz o „linii życia”. Czy możesz w prosty sposób wyjaśnić, czym ona jest i dlaczego warto ją obserwować?

To istotne pytanie, ale nie mogę zdradzić zakończenia książki, która ma formę kryminału – odpowiedź jest na końcu. Odniosę się jednak do obserwacji linii życia: pozwala ona budować wiedzę o nas samych. Można żyć z dnia na dzień, ale kiedy wchodzimy w głąb doświadczeń, zauważamy pewną strukturę, swoje odbicie – jak w lustrze. Czasem pojawia się refleksja, że warto się „ogolić i uczesać” – czyli zadbać o siebie i spojrzeć na własne życie uważniej.

Czy mógłbyś podać przykład „małej decyzji”, która zmieniła przebieg Twojej linii życia?

Och, takich przykładów może być wiele. Kiedyś byłem mocno rozczarowany religią jako tworem społecznym. Pewnego dnia jechałem na szkolenie i, jak zwykle w takich sytuacjach, wybrałem wcześniejszy pociąg. Dzięki temu miałem jeszcze godzinę do rozpoczęcia spotkania. Zrobiło się chłodno, więc wszedłem do księgarni. Przed półką z napisem „Psychologia” mój wzrok przyciągnęła pewna książka. Kupiłem ją – zmieniła moje postrzeganie religii, pozwalając zaakceptować jej istnienie.

W książce poruszasz temat nieproduktywnych schematów myślowych i „mentalnych pętli”. Czy możesz wyjaśnić jak funkcjonują, wpływając na nasze codzienne życie?

Odwołuję się tu do moich badań z czasów studiów i doświadczeń z praktyki zen. To one nauczyły mnie dostrzegać subtelne ograniczenia w postrzeganiu rzeczywistości, wywołane przez te nieproduktywne schematy myślowe. Działają one jak „mentalna pętla” – trudno się z niej wydostać, dopóki nie zobaczymy, że w ogóle w niej tkwimy. Piszę o tym w książce, ale nie ma ona charakteru poradnika psychologicznego – jest edukacyjna, aby czytelnik mógł zrozumieć i docenić wartość otwartości na zmianę. Obserwując, jak powstają fraktale metodą IFS (ang. Iterated Function System), można inaczej spojrzeć na nasze schematy myślowe. W odniesieniu do psychologii temat dotyczy sztywności poznawczej, o czym czytelnik może dowiedzieć się więcej z wywiadu z Maciejem Roszkowskim, psychologiem i psychoterapeutą, współautorem książki.

W książce pojawia się wiele pytań egzystencjalnych. Czy uważasz, że stawianie ich jest celem samym w sobie, czy raczej narzędziem do lepszego zrozumienia siebie i świata?

Jak to mówią – nie ma głupich pytań, choć ich jakość jest istotna. Jeśli potrafimy postawić właściwe pytanie, jesteśmy na dobrej drodze do rozwiązania problemu. Lubię pytania zen, bo rozbijają logiczne myślenie i uderzają w jądro problemu. Bez pytań nie możemy ruszyć w drogę – kiedy się kończą, przybijamy do brzegu.

W obliczu chaosu codzienności – czy możliwe jest świadome kształtowanie życia, czy raczej reagujemy tylko na to, co przynosi los?

W codziennym życiu możemy jedynie reagować na zmieniający się obraz świata. Przestrzeń do refleksji musimy sobie wypracować. W trakcie studiów w Olsztynie często chodziłem na starówkę, stając na mostku nad Łyną. Pewnego dnia, obserwując wiry w rzece, zrozumiałem, że zależą od ukształtowania brzegów i dna. Kiedy rzeka wysycha, pojawia się „spokój”, wtedy możemy przyjrzeć się „dnu” i je zmienić lub zaakceptować.

W książce widać silny fundament matematyczny i odwołania do teorii chaosu. Jaką rolę odegrał dr Krzysztof Leśniak w tworzeniu książki?

Dr Krzysztof Leśniak, współautor książki, wniósł nieoceniony wpływ na jej powstanie. Mówiąc szczerze, gdyby nie on, książka nie mogłaby powstać. W momencie, gdy nasze drogi się zeszły, byłem w fatalnym miejscu w projekcie. Ręka, jaką podał mi dr Leśniak, była jak przybycie śmigłowca ratunkowego na rozszalałym oceanie chaosu. Siedziałem w szalupie ratunkowej, mając świadomość, że szanse na przetrwanie są znikome. Dr Leśniak wyjaśnił mi to, czego nie mogłem zrozumieć z moich własnych badań. Ta książka była moim powrotem do tematu i próbą wyjaśnienia, dlaczego w kontekście IFS ciągi deterministyczne mogą działać równie dobrze jak ciągi losowe i czym tak naprawdę się od siebie różnią. Przez wiele lat nie dawało mi to spokoju i rodziło wiele pytań filozoficznych.

Popularne posty